Sofiówka Stanisława Trembeckiego

Sofiówka Stanisława Trembeckiego

Sofiówka Stanisława Trembeckiego od dawna znajdowała się w naszych planach wydawniczych. Zwłaszcza, że niewielu polskich twórców może pochwalić się, że wśród subskrybentów jego dzieła znajdują się cesarz i cesarzowa Rosji, król i królowa Bawarii, król Danii i wreszcie prawdziwa elita polskiej i europejskiej arystokracji. Tymczasem takich właśnie czytelników zyskało dwujęzyczne, polsko-francuskie wydanie Sofiówki Stanisława Trembeckiego, opublikowane w Wiedniu w 1815 r.
Kiedy przystąpiliśmy do prac nad naszą edycją Sofiówki od razu pojawiła się kwestia kroju, jakim książka powinna zostać złożona. Trembecki swój poemat napisał w roku 1804, dwa lata później w 1806 r. pojawiło się jego pierwsze wydanie książkowe. Chociaż jako miejsce wydania podano Lipsk, ukazało się ono najprawdopodobniej staraniem znamienitego wileńskiego drukarza Józefa Zawadzkiego (1781–1838). Sama książka jednak od strony typograficznej nie jest szczególnym osiągnięciem, co potęguje niewielki format (16to) i objętość (49 s.). Zupełnie inaczej rzecz się ma w przypadku kolejnego wydania Sofiówki, które ukazało się w 1815 r. w Wiedniu. Dwujęzyczne, polsko-fracuskie wydanie Sophiowka, poème polonais par Stanislas Trembecki, traduit en vers français par le comte de Lagarde, member de l’academie de Naples jest jedną z najpiękniejszych polskich książek opublikowanych w XIX w. Opublikowane w formacie 4to, o objętości niemalże 160 stron, na gładkim papierze i ozdobione 6 widokami Sofiówki oraz portretami Trembeckiego i Lagarde jest dziełem samym w sobie. Niezmordowany Jan Kott podaje, że kosztowało 84 franki bądź 32 złote (dla porównania wileńska Sofiówka z 1806 r. kosztowała dwa złote). Edycja wiedeńska złożono krojem neoklasycystycznym co nadaje jej szczególną elegancję. Ponieważ wydanie z 1815 r. stanowiło dla nas wzór, zdecydowaliśmy się sięgnąć po niezwykle popularny ówcześnie w krajach niemieckich krój zaprojektowany na przełomie XVIII i XIX wieku przez Justusa Ericha Walbauma.
Niemiecki Bodoni
Justus Erich Walbaum (1768–1837) jest postacią praktycznie w Polsce nieznaną. Swoje czcionki, wycinał od ok. 1796 r. w odlewni znajdującej się w wolnym mieście Rzeszy, jakim był ówczesny Goslar. Po zajęciu miasta przez Prusy zaś w Weimarze (od 1803 r.). Jego kroje popularne na ziemiach polskich na przełomie XVIII i XIX wieku. Zanim wraz z oficyną Tadeusza Mostowskiego i nieco później wojskami napoleońskimi nie pojawiły się i zadomowiły nad Wisłą kroje Didota.Swoją popularność w naszym kraju Walbaum zawdzięczał bez wątpienia drukom pochodzącym z niewielkiego niemieckiego księstwa, Saksonii-Weimar (od 1809 r. Saksonii-Weimar-Eisenach). Dzięki swemu nietuzinkowemu władcy, księciu Karolowi Augustowi państwo to stało się centrum niemieckiego życia intelektualnego, które przeszło do historii pod nazwą weimarskiego klasycyzmu. Tutaj mieszkali i pracowali m.in. Christoph Martin Wieland, Johan Wolfgang von Goethe, Friedrich Schiller. W pobliskiej Jenie działali zaś Johann Gottlieb Fichte i Georg Wilhelm Friedrich Hegel w pobliskiej Jenie. Ówczesny Weimar nie był oczywiście takiej rangi ośrodkiem akademickim jak Berlin, Lipsk, Hamburg, Frankfurt czy nawet Królewiec, tutaj jednak powstawała najlepsza niemiecka literatura swoich czasów. Swoją drogą dobrze to świadczy o Walbaumie jako przedsiębiorcy: doskonale wyczuł okazję, jaką dawał zdawałoby się prowincjonalny Weimar. Sukcesu dopełnił znaleziony tam doskonały partner biznesowy, jakim okazał się wydawca Friedrich Justin Bertuch.

Walbaum obok Bodoniego

Obok Giambattisty Bodoniego, Firmina i Pierre’a Didotów Walbaum jest jednym z najwybitniejszych twórców czcionek zwanych neoklasycystycznymi. Bije pod tym względem na głowę dziś niemalże zapomnianego, Johanna Karla Ludwiga Prillwitza. Chociaż swoje kroje Prillwitz stworzył kilka lat wcześniej (już w kwietniu 1790 r.), to prace Walbauma były bardziej popularne. Mimo, że czcionkami Prillwitza drukował swoje książki w Lipsku znakomity wydawca Georg Joachim Göschen. I tak pozostaje do dziś. W przeciwieństwie do krojów Bodoniego, Didotów czy Prillwittza zachowały one urok czcionek humanistycznych, wywodzących się jeszcze z druków renesansowych Włoch.

Weimarska jego pracownia działała długo, bo w latach 1803–1836. W tym też roku Walbaum sprzedał ją niemieckiej firmie wydawniczej należącej do Friedricha Arnolda Brockhausa.

Nasza edycja jest nieco wzorowana na wiedeńskiej. Złożona została krojem Monotype Walbaum i wydrukowana w formacie 160×225 mm o objętości 96 s. na papierze bawełnianym Conqueror Connoisseur. Odbito 30 egzemplarzy.